Jak można było się zapewne domyślić, próba rzucenia nałogu palenia papierosów, zapowiadana w poście poniżej "Dzień 0" niestety nie powiodła się. Na jednej ze stacji paliw złamałem się, kupiłem paczkę papierosów i w ułamku sekundy skonsumowałem pierwszego papierosa.
Przegrana w tamtym starciu nie oznacza jednak zakończenia wojny. Teraz akurat nie jestem (tak, niestety dalej nie jestem) w dobrym momencie życia aby rzucić palenie, jednakże czegoś dotychczas się nauczyłem. Piszę tutaj o pierwszej mojej próbie. Determinacja kierowała wtedy mną ogromna, czułem niesamowitą wewnętrzną siłę i spokój o powodzenie podejścia.
Nie paliłem wtedy przez 3 całe tygodnie. Dużo to czy mało? Sam nie wiem. Wyciągnąłem natomiast kilka wniosków z tej próby rzucenia palenia płynących:
- pierwsze godziny i dni bez papierosa nie są takie straszne, jak niektórzy to przedstawiają,
- mój organizm w ogóle (!) nie domagał się nikotyny, ani przez chwilę (nie jestem uzależniony?:D),
- moja kieszeń nie odczuła gotówki nie wydawanej na kolejne paczki (może za krótki czas upłynął?),
- problem stanowiło zajęcie rąk, czasem ust "czymś" - zwłaszcza podczas pracy stacjonarnej, dupoobciążającej i wzrokpsującej przy komputerze,
- stres, zwłaszcza duży i nagły jest ogromnym zagrożeniem dla próby rzucenia papierosów - w moim przypadku on był przyczyną niepowodzenia.